Książka

Wstęp: Szepty historii

„Pamięć to pamiętnik, który stale ze sobą nosimy’’.
Oskar Wilde

Będąc małą dziewczynką, uwielbiałam wysłuchiwać opowieści babci. Zawsze miała do przekazania coś fascynującego o naszych nadwiślańskich terenach, a każda historia skrywała w sobie nutę tajemnicy. Babcia, niczym kronikarka, snuła opowieści o lokalnych zabytkach, legendach i dawnych rodach, takich jak Kleniewscy lub Lubomirscy. Te historie, pełne tajemnic i niedopowiedzeń, stawały się żywą lekcją historii, łączącą fakty z osobistymi interpretacjami.
Łaziska leżą w pobliżu takich historycznych miejscowości, jak Kazimierz Dolny, Piotrawin, Opole Lubelskie, Kamień i Kluczkowice. Każda z tych osad ma swoją unikalną przeszłość, pełną niezwykłych wydarzeń i legend. Dziadkowie często opowiadali mi o dziejach pięknego kościoła w Piotrawinie, ufundowanego w 1076 roku przez biskupa Oleśnickiego. Pierwotny zabytek został przeniesiony do Biskupic, a w 1440 roku na jego miejscu wzniesiono nowy kościół w stylu gotyckim. Historia Piotrawina to również legenda o św. Stanisławie.
Dzięki opowieściom dziadków wiem, że od Zagłoby do Nałęczowa biegła kolej wybudowana przez dziedziców Kleniewskich. Niestety, została zniszczona przez Rosjan po 1915 roku, a późniejsza odbudowa objęła jedynie jej część.
Dziadkowie opowiadali o pałacu i dziedziczce z Łazisk – pani Iłłakowicz, a także o Lubomirskich, którzy niegdyś zamieszkiwali w Opolu Lubelskim. Wspominali również pałac Kleniewskich w Kluczkowicach, Kazimierz Dolny oraz  króla Kazimierza Wielkiego, który wprowadził wiele zmian na ziemiach polskich.
Okresy świetności przeplatały się z trudnymi czasami naznaczonymi zaborami i wojnami. Te historie, choć czasami mgliste i subiektywne, stanowią cenne dziedzictwo, pozwalające zrozumieć korzenie i tożsamość naszego regionu.
Historia tego regionu jest mozaiką zapisanych dziejów i mglistych wspomnień mieszkańców, które często splatają się z ich własną interpretacją wydarzeń. Każdy przekazuje swoją wersję przeszłości, a ja wielokrotnie zastanawiam się, jak potoczyłyby się losy tych miejsc, gdyby historia przybrała inny bieg. Czasy przed odzyskaniem niepodległości i po niej to dwie różne epoki, ukazujące ogromne przemiany w naszym kraju. Polska przed zaborami, pełna świetności, oraz Polska odradzająca się po latach niewoli, zmagająca się z trudnościami gospodarczymi i wpływem carskiej Rosji – to dwie rzeczywistości, które kształtowały naszą tożsamość.
Druga wojna światowa to następna karta historii Polski, która odcisnęła piętno na pokoleniach naszych dziadków. Mój dziadek i wielu mieszkańców Łazisk i Powiśla należeli do Batalionów Chłopskich – formacji, która zrodziła się z potrzeby obrony polskiej wsi przed okupantem. Dziadek nie walczył dla chwały, lecz z miłości do ojczyzny i troski o rodzinę. Opowiadając mi o walkach z Niemcami w lasach w Janiszowie, z nostalgią wspominając tamten czas, uświadomił mi, jak dużo zrobili dla nas i następnych pokoleń.
Na terenie Lubelszczyzny w działaniach przeciwko okupantowi uczestniczyły również inne organizacje konspiracyjne, takie jak Armia Krajowa.
W Stefanówce 2 lipca 1944 roku w bratobójczej walce z oddziałem „Cienia” (Armia Ludowa) zginął mieszkaniec Łazisk, żołnierz AK, osiemnastoletni Sławek Lewański.Lubelszczyzna miała także dzielne kobiety, należące do Armii Krajowej, które pełniły służbę jako sanitariuszki – między innymi Jadwiga Lewańska i Barbara Stankiewicz.
W 1939 roku w Niezdowie z rąk niemieckich żołnierzy zginął Franciszek Chmura – porucznik rezerwy i nauczyciel z Kraczewic, założyciel Związku Strzeleckiego i Związku Rezerwistów, wielki patriota. Był pierwszym partyzantem, który poległ na Lubelszczyźnie.
Ci ludzie zasługują na to, by ich imiona i czyny nigdy nie zostały zapomniane.
Przeszłość daje nam cenną lekcję – możemy uczyć się na błędach naszych przodków i czerpać wiedzę z ich doświadczeń. Wszystkie te historie – chcemy czy też nie – są częścią naszej rodzinnej pamięci i splatają się z losami naszych pradziadków i dziadków. Przykładem jest historia Łazisk i Powiśla, która jest nieodłącznym elementem naszej tożsamości.
Rzymianie osiągnęli wiele w nauce i ich wiedza służy nam do dzisiaj. Gdy państwo rzymskie upadło, stare księgi przejęli Arabowie – to oni skrzętnie je przepisywali i tłumaczyli.
Nikt teraz nie zastanawia się, jak ważną część historii zachowali dla nas wtedy i być może historia bez tych ksiąg wyglądałaby dzisiaj inaczej. Dzięki nim nastąpił postęp cywilizacyjny, który umożliwił naukowcom dalsze zgłębianie wiedzy, nie cofając się w czasie.
Lubelszczyzna też ma swoje księgi – niektóre zapomniane, zniszczone, ale część z nich została przekazana młodszym pokoleniom, odnaleziona na nowo w archiwach lub opowiedziana przez naszych dziadków. Przykładem jest remont kościoła w Piotrawinie, gdzie stosunkowo niedawno znaleziono wiele przedmiotów należących do biskupów polskich. Znajdują się tam dowody na istnienie szlaku bursztynowego. Szlak biegnący przez Piotrawin przyczynił się do rozwoju nie tylko Lubelszczyzny, ale i całej Europy.
To tędy podróżowali handlowcy z Bliskiego Wschodu, np. z Persji. Przedmioty znalezione na terenie Piotrawina są dowodem na to, że wiara chrześcijańska, żydowska i muzułmańska mieszały się na terenach Polski. XVIII wiek ukazuje nam, że żyd, muzułmanin i chrześcijanin przy jednym stole jedli.
Nasze nadwiślańskie miejscowości i ich historie były nieraz opisywane przez wielkich pisarzy. To przez Lubelszczyznę przejeżdżał Jakub Frank z „Ksiąg Jakubowych” Olgi Tokarczuk, opisującej Polskę osiemnastowieczną i zachodzące w niej zmiany oraz mieszankę kultur i religii.
Profesor Adolf Dygasiński, który był pisarzem, pedagogiem dzieci państwa Kleniewskich oraz redaktorem czasopism takich jak: „Głos”, „Wisła” i „Kurier Warszawski”, z nostalgią pisał o lubelskim Powiślu, za którym tęsknił podczas podróży do Brazylii.
O Lubelszczyźnie pisali nasi współcześni autorzy. Krzysztof Jastrzębski i Krzysztof Wierzyński poświęcili swoje publikacje Opolszczyźnie, ukazując jej dzieje i charakter. Okres okupacji niemieckiej na lubelskim Powiślu opisał Władysław Mądzik – regionalista i historyk z zamiłowania, dokumentując wydarzenia i losy jego mieszkańców. Do literackich perełek regionu należy także książka „Wspomnienia” autorstwa Marii Kleniewskiej, zredagowana i opracowana przez prof. Wojciecha Włodarczyka.
Pani Izabela Cywińska, pochodząca z Kamienia, była ministrem kultury i sztuki w 1990 roku. W swojej biografii „Dziewczyna z Kamienia” opisała rodzinne historie, czyli dziedzictwo Cywińskich. Przybliżyła nam Piotrawin i Kamień, gdzie się wychowała, z żalem wspominając pomnik ojca na piotrawińskim cmentarzu. Nie jest to zdumiewające, że w tak małych miejscowościach rodziły się i wychowywały wielkie umysły?
To w okolicach Łazisk agent kontrwywiadu ukrywał się podczas drugiej wojny światowej, działając na niekorzyść Niemiec. Co łączyło szpiega z Kleniewskimi i Iłłakowiczami, dowiecie się z tej książki.
Opisuję również czasy II wojny światowej i walecznych ludzi Lubelszczyzny, gdzie zanurzam się w opowieść o agencie, który przebywając w Berlinie na przyjęciach zapoznaje się z podwładnymi Hitlera, wykorzystując ważne informacje na niekorzyść III Rzeszy. Dzięki takim ludziom wygrywa się wojny. W lubelskim obozie na Majdanku przeprowadzono jedną z największych akcji odbicia więźnia. Czy akcja się powiodła? Czy nasza dziedziczka ma coś z tym wspólnego? W tej opowieści jest odpowiedź. Gromadząc dokumentację do napisania tej książki nieświadomie dokopuję się do życiorysów wielkich ludzi, którzy walczyli za nasz kraj i którzy zasługują na pamiętanie.
Z Berlina czytelnik przeniesie się na wytworne salony Anglii i malownicze zaułki Francji. Zanurzy się w splątane losy rodu dziedziczki Łazisk. Zobaczy też bezkresne oblicze surowej, spalonej słońcem perskiej pustyni i tajemniczy świat Beduinów oraz zaśnieżone szczyty Szwajcarii, by w końcu zatoczyć krąg i powrócić na naszą Lubelszczyznę. To opowieść o podróży pełnej tajemnic, wyzwań i nieoczekiwanych zwrotów – niezwykła historia rodziny naszej dziedziczki, której losy, niczym rzeka, zawsze odnajdują drogę do swoich źródeł.
To z lubelskiego Powiśla pochodził generał brygady Wacław Scaevola-Wieczorkiewicz (1890, Brzozowa k. Zagłoby – 1969, Genewa) – legionista, który walczył u boku Marszałka Józefa Piłsudskiego. Otrzymał on liczne odznaczenia i ordery, w tym: Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari (1921), Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Niepodległości, Krzyż Walecznych (czterokrotnie), Złoty Krzyż Zasługi oraz Order Legii Honorowej.
To w Łaziskach pod lipą odpoczywała i tworzyła Kazimiera Iłłakowiczówna, późniejsza sekretarz Józefa Piłsudskiego. Kazimiera była poetką, pisarką i tłumaczką, znała siedem języków. To dzięki dobrej znajomości francuskiego i rosyjskiego przetłumaczyła „Annę Kareninę” – jedną z najlepiej przetłumaczonych wersji, do której sięgają nadal dzisiejsi czytelnicy.
Roman Dmowski zaś – zażarty przeciwnik Piłsudskiego – bywał w Kluczkowicach u Kleniewskich, dyskutując o ukierunkowaniu Polski jako odrębnego kraju, czyli Polsce dla Polaków, a następnie o przyłączeniu się do rosyjskiej armii w celu szybkiego odzyskania niepodległości, uważając Austro-Węgry jako największych wrogów polskiego narodu.
Po tylu latach śmiało możemy powiedzieć, że Piłsudski i Dmowski mieli jeden wspólny cel: dobro Polski. ,,Grali tę samą melodię na dwóch różnych fortepianach” – jak mawiał profesor Jan Żaryn, dyrektor Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej.
W poszukiwaniu głębszego sensu zanurzam się w świat symboli, gdzie zwierzęce archetypy prowadzą mnie przez labirynty duchowości. W zaciszu własnej świadomości odnajduję w zwierzętach klucz do zrozumienia siebie i świata. Często zastanawiamy się, po co tutaj jesteśmy i dokąd zmierzamy, czy istnieje tylko ten świat materialny, czy jeszcze jest ten niewidoczny, tajemniczy, duchowy – sacrum i profanum?
Wśród murów piotrawińskiego kościoła słychać szepty historii. To tutaj duch świętego Stanisława przechadza się dumnie nad Wisłą i czasami wpada do piotrawińskiego kościoła, bo nawet święty czasami musi się pomodlić. W Opolu hrabina Rozalia Lubomirska krąży po starych komnatach pałacu, próbując przestrzec nas przed wydarzeniami rewolucji francuskiej, mając nadzieję, że nigdy się nie powtórzy podobna rzeź, przypominając o kruchości ludzkiego szczęścia. To w Piotrawinie wśród cieni przeszłości przechadza się dziedzic Andrzej Cywiński w swoim eleganckim kapeluszu, z którym się nigdy nie rozstawał, przypominając nam o przemijaniu i wiecznej tajemnicy życia.
Historie i duchy tamtych czasów są nadal żywe wśród nas dzięki opowieściom i wspomnieniom. Nasze dziedzictwo to kościół w Piotrawinie oraz kościół w Zagłobie, który wybudowała dziedziczka Maria Kleniewska z Kluczkowic, oraz kaplica w Łaziskach, którą podarowała nam dziedziczka z Łazisk.
Nigdy bym nie pomyślała, że będę zdobywać wiedzę w budynku, który kiedyś był pałacem państwa Kleniewskich. Było to Technikum Ogrodnicze w Kluczkowicach, obecnie Muzeum Regionalne. To w tych murach mieści się piękna biblioteka w zakopiańskim stylu, którą zaprojektował Stanisław Witkiewicz.
Wielką inspiracją jest dla mnie dziedziczka, która wraz z mężem zamieszkała w pałacu w Łaziskach – w miejscowości, w której się wychowałam. Dziedziczka ta wprowadziła wiele zmian na terenie Łazisk – pomogła wybudować szkołę podstawową, opiekowała się i leczyła chłopów oraz zatrudniła jedną z najlepszych pedagogów na Lubelszczyźnie, panią Wandę Szupenko, która została uhonorowana za swoje zasługi dla edukacji i narodu polskiego. W roku 1979 Wanda Szupenko otrzymała Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski.
To dzięki dziedziczce z Łazisk mamy tutaj kaplicę, o którą mieszkańcy musieli walczyć w czasach komunistycznych. Osoby te zasługują na pamiętanie. Bez naszej dziedziczki historia Łazisk potoczyłaby się inaczej.
Dlaczego piszę o historii terenów mojego dzieciństwa? Może to wszystko dzięki Kairosowi. Mitologiczny bóg Kairos – bóg szczęśliwego trafu, okazji i sprzyjającej chwili. Widziany był jako łysy bóg z długą grzywą. Ktokolwiek go napotkał, miał tylko krótką chwilę, żeby go złapać za grzywkę. Jeżeli nie zrobił tego szybko, okazja przemijała w mgnieniu oka. Myślę, że podczas czytania artykułu o Łaziskach, Piotrawinie oraz powieści Olgi Tokarczuk „Czuły narrator” złapałam Kairosa za grzywkę i nie puszczam. Te dwie publikacje były dla mnie natchnieniem. Wielką niewiadomą jest to, kiedy Kairos z rozwianą grzywą pojawi się obok mnie znowu, więc korzystam. Pisanie o tych okolicach to przyjemność i miły obowiązek.
Chcę opisać historię naszego Powiśla i okolic oraz pokazać bogactwo tego regionu – zarówno materialne, jak i duchowe. Za najlepszy przykład posłużyła mi nasza dziedziczka, która oprócz dóbr materialnych posiadała dobre serce.
Opisuję tutaj jej chęć dzielenia się z innymi, chęć pomocy i zrozumienie, że nie żyjemy na tym świecie sami, że żyjemy dla innych i że jesteśmy połączeni. Dziedziczka miała wielki szacunek do chłopów i kochała swoją wieś. Postać tej dzielnej kobiety bardzo mnie zainspirowała. Pokazała, że można znaleźć sens w niesieniu pomocy innym. Posiadała mądrość i pieniądze, którymi dobrze rozporządzała.
Często wspominam tutaj matkę dziedziczki, bez której moja bohaterka nie byłaby tą samą osobą. To ona otworzyła pierwsze szkółki dla dziewcząt, ucząc ich zawodu krawiectwa, hafciarstwa, a w jej ślady poszła jej córka, otwierając nowe i pomagając mamie. Z tej książki dowiecie się, jakie nagrody otrzymały te kobiety i jak ogromnie inspirowały inne ziemianki na terenie ówczesnej Polski.
Przykre, ale nieuniknione wydarzenia, które odciskają piętno na naszej duszy i umyśle, służą jako inspiracja, jak np. wiedza o starym Piotrawinie przyszła do mnie podczas pogrzebu mojego taty. Właściciele pałacyku poczęstowali nas obiadem oraz starymi historiami o dziedzicu Cywińskim, o biskupach… i św. Stanisławie z Piotrawina. Gdyby nie to smutne wydarzenie, jakim jest śmierć bliskiej osoby, pewnie niewiele bym wiedziała o dziedzictwie tych terenów. Dlatego teraz chcę je opisać. Może kiedyś syn lub wnuki znajdą moją książkę i napiszą o niej artykuł.
Powieść jest oparta na faktach, dialogi są mojego autorstwa, podpowiedziane przez wyobraźnię. Dlaczego piszę?… To coś mnie namawia, podsyła pomysły, po prostu słyszę szepty czułego narratora (O.T.). Może po prostu chcę zostawić coś po sobie, jakiś ślad, opowieść, która przetrwa, nawet gdy mnie już tutaj nie będzie.

Żyjąc zmieniamy karty historii,
Odchodząc modlimy się, żeby wnuki je opowiedziały. 

Katarzyna Izdebska

Szwajcaria 1932- zdobycie Dufourspitze

zamów teraz

Nasza książka „DZIEDZICTWO I KRYPTOMERIA” jest już dostępna! Możesz zamówić ją na Amazonie w wielu krajach, takich jak:
Polska, Wielka Brytania,
USA, Holandia,
Szwecja, Hiszpania, Kanada
i Japonia.

Proszę wyszukać „Dziedzictwo i kryptomeria” w przeglądarce Amazon w swoim kraju lub skorzystać z przycisku poniżej, aby dokonać zakupu na Amazon.pl
Nie możesz się doczekać wersji cyfrowej? Wkrótce udostępnimy e-booka oraz audiobooka, które będą dostępne bezpośrednio na naszej stronie. Tu możesz przeczytać fragment

 Książkę otrzymasz w ciągu 2-3 dni na swój adres.

Zapisz się na newsletter

Shopping Cart